Już wkrótce to nie szef MEN, ale Naczelny Inspektor Jakości Edukacji będzie rozdawał karty w polskiej oświacie. W wyniku kolejnej reformy po całym kraju jeździć będzie 1000 podległych mu inspektorów, od których decyzji zależeć ma los każdego dyrektora.
– Minister edukacji ma się zajmować stanowieniem prawa – ogłosiła Katarzyna Hall, szefowa MEN, przedstawiając dziennikarzom projekt reformy, która zlikwiduje kuratoria w obecnym kształcie, centralną i okręgowe komisje egzaminacyjne oraz powoła supernadzorcę szkół odpowiadającego za jakość kształcenia.
Jeśli plany Katarzyny Hall wejdą w życie, po każdych kolejnych wyborach dyrektorzy szkół, nauczyciele, samorządowcy i pracownicy nadzoru będą się ekscytować nie typowaniem nazwiska następnego ministra, ale Naczelnego Inspektora Jakości Edukacji, który będzie odpowiedzialny za realizację polityki oświatowej państwa, za jakość kształcenia, wychowania i opieki w szkołach. Dlatego szefowa MEN nie zaprzeczyła, że spora część władzy spocznie w rękach kogoś innego, jej zaś przypadnie tylko rola twórcy prawa oświatowego.
Tak przynajmniej wynika z projektu ustawy o systemie oceniania jakości edukacji, którym w pierwszych miesiącach 2011 r. zajmie się rząd.
Oberkurator
Naczelny Inspektor Jakości Edukacji (NIJE) będzie „centralnym organem administracji rządowej”, a konkretnie – urzędnikiem w randze podsekretarza stanu. Pracować ma pod nominalnym zwierzchnictwem ministra edukacji, ale ten – jak już wspomnieliśmy – zajmować się będzie pisaniem ustaw. Naczelnego inspektora powoła premier na wniosek szefa MEN. Ten zaś otrzyma trzy nazwiska kandydatów od specjalnej komisji organizującej nabór na NIJE. Szef rządu będzie też mógł odwołać inspektora, jeśli zwróci się o to do niego minister edukacji.
Źródło: GN
« wróć